Nie wierzę w Boga. I bardzo się z tego cieszę.

Kiedy mówimy o duchowości, często pierwsze, co się pojawia, to pytanie:
„Czy wierzysz?”
W Boga, w Miłość, w Źródło, w Kroniki Akaszy, w światło, w anioły, w cokolwiek.

Ale im dalej idę swoją drogą, tym częściej mam ochotę odpowiedzieć: „Nie. Już nie wierzę. Ja to po prostu… czuję. Doświadczam.”

Wiara jest jak oglądanie zdjęć z podróży.

Zanim doświadczymy czegoś bezpośrednio, wierzymy na podstawie opowieści.
Ktoś mówi: „Niagara jest niesamowita!”
Oglądamy zdjęcia, czytamy opisy, oglądamy filmiki na YouTube.
Wierzymy — bo nie mamy innego punktu odniesienia.
Wiara trzyma nas przy nadziei, że to, czego pragniemy, jest prawdziwe.

Ale kiedy jedziesz tam osobiście, stajesz nad wodospadem, czujesz jego huk, wilgoć, potęgę — wiara przestaje być potrzebna.
Nie musisz wierzyć w coś, co właśnie cię owiewa.

Tak samo jest z duchowością.

Zanim poczujemy połączenie ze Źródłem, zanim doświadczymy bezwarunkowej miłości, zanim poczujemy światło w sobie — potrzebujemy wiary.
Szukamy. Zadajemy pytania. Próbujemy „dowieść” istnienia Boga.
Ale kiedy to połączenie naprawdę się wydarzy — wszystko się zmienia.

Nie musisz już wierzyć.
Masz pewność. Masz doświadczenie.
To staje się częścią Ciebie. Nierozerwalną. Intymną.
Nie potrzebujesz dowodów, słów, cytatów z mądrych książek.
Nie potrzebujesz nawet zgody innych.

To już nie jest wiedza z drugiej ręki.
To twoja pamięć wewnętrzna. Twoja prawda.

Duchowość nie wymaga dowodów. Wymaga odwagi.

W metafizyce, w pracy z Kronikami Akaszy, w rozwoju świadomości — często pytamy: „Jak to poczuć? Jak to naprawdę przeżyć?”

Odpowiedź może być zaskakująca:
Przestań próbować wierzyć. Zacznij pozwalać sobie doświadczać.

Nie przez głowę. Nie przez teorie.
Przez serce. Przez obecność. Przez zwykłe „jestem tutaj i pozwalam”.

I tak dochodzimy do tej starej opowieści, którą lubię:

Pewien mężczyzna przez całe życie szukał Boga.
W końcu dostał kartkę z adresem:
„Tu mieszka Bóg. Idź się z nim spotkać.”

Pełen radości, stanął pod drzwiami. Już miał pukać…
Ale coś w nim zaczęło się buntować.

„A co, jeśli to nie tak, jak sobie wyobrażałem?”
„A jeśli nikt tam na mnie nie czeka?”
„Co zrobię, jeśli to wszystko prawda… i już nie będę mógł szukać?”

Zawrócił.
I całe życie nadal pytał o Boga —
…starannie omijając miejsce, gdzie mógłby go spotkać.

Czy Ty też ciągle pytasz, ale boisz się zapukać?

Zamiast wierzyć w światło — pozwól sobie je poczuć.
Zamiast szukać dowodów — sprawdź, jak to jest po prostu być.
Zamiast ciągle pytać „czy to możliwe?” — spytaj: „co się stanie, jeśli już teraz to jest?”

Bo może Bóg nie jest gdzieś „tam”.
Może Miłość nie mieszka w książkach.
Może pewność nie przychodzi z dowodami — tylko z ciszą, z byciem, z oddechem.


Zastanów się dziś nad jednym pytaniem:

Czego naprawdę szukasz?
Wiary… czy doświadczenia?

A jeśli już wiesz — to może właśnie dziś jest ten dzień, żeby zapukać.

Z miłością (i lekkim uśmiechem)
Marta 💜

KATEGORIE WPISÓW

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry